W piątek 11 lipca 2025 r. w wysiedlonej parafii Znalezienia i Podwyższenia Krzyża św. Gumierze, odprawiona została Msza św. z okazji 82. rocznicy męczeńskiej śmierci proboszcza parafii ks. Antoniego Dujlovića. Mszy św. przewodniczył ks. Mons. Željko Majić, biskup Banja Luki, w koncelebrze uczestniczyli Mons. Franjo Komarica, emerytowany biskup Banja Luki oraz kilku księży, w tym czterech księży z polskiej diecezji legnickiej, do której przenieśli się Polacy z kilku parafii diecezji Banja Luce, po II wojnie światowej.
Biskup Željko podziękował obecnym za przybycie i udział w nabożeństwie św. Msza św., a szczególnie do pielgrzymów z Polski, którzy odwiedzili miejsce swoich przodków.
W homilii, nawiązując do życia i męczeństwa proboszcza Dujlovića. ks. Biskup Željko podkreślił, że jego męczeńska śmierć jest „mocnym znakiem, że nawet najokrutniejsze siły tego świata nie są w stanie pokonać miłości Chrystusa”. Przypominając, że ks. Dujlović nie jest jedynym, który został zaliczony do grona kandydatów do grona Świętych Męczenników Kościoła Chrystusowego. Biskup powiedział, że w tej św. Mszy św. na ołtarzu Chrystusa pragnie „złożyć ofiarę swoich współbraci kapłanów, świadków wiary z czasów II wojny światowej i wojny ojczyźnianej, ofiary tak wielu zakonników i zakonnic wiernych Chrystusowi, matek i ojców Machabeuszy, niewinnych dzieci, sierot, tak wielu ofiar wszystkich wojen i nieprawości ludzkiej, nieznanych ludziom, ale wpisanych w dłoń Boga. Na tym samym ołtarzu Chrystusa składamy również ofiary z niewinnych członków innych narodów i religii, modląc się żarliwie, aby cała ta przelana krew nie poszła na marne; aby ten nasz kraj i cały świat rozkwitał pokojem, miłością i sprawiedliwością, nowym życiem i powołaniami duchowymi, które będą wzorowane na świadectwie wiary kapłana Antoniego”.
Zwrócił uwagę, że ten dzień zachęca nas również do naśladowania tego, jak ks. Dujlović Antoni, który jest żywym przykładem wierności, odwagi i poświęcenia, a my „w naszym codziennym życiu bądźmy odważni, z czystym sumieniem i wierni prawdzie”.
Na końcu św. Mszy św. Pan Franciszek Kwaśniak, przodek Polaków, którzy mieszkali w Gumierze, nawiązał do świętej postaci ks. Antoniego Dujlovića i podkreślił, że Polacy z Gumiery, kiedy przybyli do Polski, przywieźli ze sobą pamięć o swoim proboszczu męczenniku i widzieli w nim męczennika i świętego. Przedstawił również to wszystko, co uczynili jako wspólnota wierzących, aby uczcić pamięć o ks. Antonim Dujloviću. Ks. Stefan Dombaj poprosił biskupa Željko, aby zrobił wszystko, by ks. Antoni Dujlović został jak najszybciej wyniesiony do chwały ołtarza. Biskup podziękował Polonii wywodzącej się z Bośni za wszystko, co do tej pory zrobili w tej dziedzinie i przedstawił ją postulatorowi procesu beatyfikacyjnego, księdzu Zlatko Matić.
Po św. Mszy św., która odbyła się na fundamentach zburzonego kościoła, została odmówiona za wszystkich zmarłych, którzy zostali pochowani na cmentarzu w Gumierze.
Homilia biskupa Majića z okazji 82. rocznicy męczeńskiej śmierci proboszcza parafii ks. Antoniego Dujlovića: „In memoriam: Świadek wiary ks. Antoni Dujlović”
Drodzy bracia i siostry w Chrystusie!
Zgromadziliśmy się dzisiaj tutaj, w Gumiera, nie tylko po to, aby upamiętnić ofiarę księdza wielebnego Antoniego Dujlović (1914-1943), który został zabity w odium fidei w tym dniu, 11 lipca, 82 lata temu, ale także po to, by podziękować Bogu za świetlany przykład kapłana, którego «ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani moce, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani głębokość, ani wysokość, ani żadne inne stworzenie nie mogło oddzielić od miłości Bożej w Chrystusie Jezusie, Panu naszym» (Rz 8, 38-39). Miłość, której niestrudzenie był świadkiem w trudnych czasach II wojny światowej, kiedy legiony zła pustoszyły ten region.
Wspomnienie o Słudze Bożym ks. Antonim i ta św. Msza św. są nie tylko aktem pobożności i ludzkiej czci dla zmarłego, bo całe jego życie, z ludzkich oczu, krótkiego ziemskiego życia (poniósł męczeńską śmierć w wieku 30 lat), od urodzin w Ivanijska, poprzez seminarium w Travniku, seminarium w Sarajewie i pracę duszpasterską w naszej diecezji przesiąkniętą krwią męczenników, wykracza poza ramy zwykłej ludzkiej egzystencji i śmierci, której podlega każde stworzenie. Nie umarł śmiercią naturalną, jak to się dzieje z ogromną większością ludzi; Odszedł z tego świata jako świadek wiary – wierny aż do śmierci, świadek miłości Chrystusa w czasie nienawiści, wojen i prześladowań.
We fragmencie Ewangelii, który przed chwilą przeczytaliśmy, Jezus mówi aż nadto jasno: «Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich» (J 15, 13). Zanim oddał życie za przyjaciół, zawsze wpatrując się w Jezusa, który przyszedł na świat dla wszystkich, «aby mieli życie i mieli je w obfitości» (J 10, 10), ukazywał miłość Chrystusa dla wszystkich, troszcząc się o wszystkich, którzy byli w potrzebie, czy to były najbardziej podstawowe potrzeby życiowe, czy też wstawiając się u władz, aby nikt nie był odpowiedzialny, tylko dlatego, że jest innej religii lub narodowości, nie cierpi ani nie przelewa się niewinnej krwi. I tak w styczniu 1943 r., najprawdopodobniej do ówczesnego proboszcza Banja Lucy, dr. Nikoli Bilogrivića, napisał: „Przesyłam Ci tę notatkę, aby uratować moich ludzi, którzy zostali pojmani we wtorek 18 stycznia 1943 r. Możesz to zrobić za pośrednictwem generała Brozovicia. Proszę, zrób mi to”. Schwytanych Serbów (najprawdopodobniej 8 prawosławnych chrześcijan, którzy zostali aresztowani 18 stycznia 1943 r.) nazywa „moim narodem”!
O jego zaangażowaniu duszpasterskim jego ówczesny sąsiad, ksiądz, a później biskup Banja Luki, bp Alfred Pichler, krótko, ale stanowczo powiedział: „Było to w nim oczywiste: cieszy się z pełnienia swojej posługi. To była jego pasja”. A on sam, świadomy sytuacji, w jakiej się znalazł, nie narzekając, ale dziękuje Bogu: „Dziękuję Ci, Boże, że mogłem wrócić do moich drogich parafian. Są bez kapłana, jak owce bez pasterza, jak owce wśród wilków. Zwłaszcza młodzież. Któż będzie ich ochroną, jeśli nie będzie kapłana. Nigdzie się od nich nie wybieram, bez względu na wszystko. To prawda, że jest mi ciężko, bo jestem sam na dużym obszarze między Vrbasem a Ukriną. Pozostał tylko proboszcz w Prnjavorze, pozostałych pięciu moich sąsiadów uciekło przed zagrożeniem. Mam pod swoją opieką całą małą diecezję [osiem parafii], bo wierni szukają mnie zewsząd w swoich potrzebach”.
A potem nadszedł dzień, w którym będzie świadkiem wszystkiego, co głosi, swoim życiem, dzień, w którym podejrzewał, że może nadejść, dzień, w którym potwierdzi swoją miłość do Chrystusa w najdoskonalszy sposób – przez męczeńską śmierć. Tego dnia napisał w liście, znów najprawdopodobniej do proboszcza Bilogrivicia: „Teraz najbezpieczniej jest mi umrzeć. Ale przy tym wszystkim prawie niczego się nie boję, jestem wesoły i w dobrym nastroju. Pierwszy raz jestem wśród partyzantów, ale dziwię się, że jestem tak wesoły. Jestem bliski męczeństwa. Moi ludzie są ze mną przez cały czas, każdego dnia i nocy. Cieszę się, że mogę umrzeć razem z nimi. Proszę was, módlcie się za mnie, a także proszę innych braci kapłanów, aby modlili się, abym wytrwał. Bóg wie, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy. Jeśli nie na ziemi, to na pewno w niebie”.
W ten sposób owego dnia w godzinach nocnych, w których nie można było rozróżnić, czy bardziej dotkliwa była ciemność nocy, czy zaćmienie umysłu jego oprawców, został on doprowadzony do ostatniego aktu swojej Drogi Krzyżowej. Podobnie jak Mistrz, w którego wpatrywał się przez całe życie i od którego czerpał całą siłę życia i odwagę męczeństwa, w milczeniu przypomina oprawcom i pośrednio prosi: «Pomogłem tak wielu, uratowałem tak wielu z waszego ludu. O których z tych czynów mnie oskarżasz?” Został zabity 11 ciosami nożownikami i trzema kulami, jak zeznał sąsiedni proboszcz Alfred Pichler, który prowadził jego pogrzeb i odprawiał Mszę św. żałobną. Ks. Josip Vrbanek, w artykule „Ofiara cnoty”, opublikowanym w Kalendarzu Najświętszych Serc Jezusa i Maryi, 1944, s. 11. Na s. 82-86 pisze: „Dwa strzały przeszyły mu głowę, jeden pierś; Na ciele miał jedenaście ran zadanych sztyletem; Miał zmiażdżony łokieć”. Radny kościelny Władysław Mrozik, który był tej nocy z proboszczem w domu parafialnym, aby proboszcz nie był sam, zeznaje, że jeden z czetników chwalił się później, że „dźgnął go w lędźwie i obrócił nożem, żeby jeszcze bardziej bolało”.
Drodzy Bracia i Siostry! Męczeństwo ks. Antoniego Dujlovića, bez względu na to, jak bardzo wygląda to na zwycięstwo oprawców, jest ich porażką, a jego jest zwycięstwem. Jest to wyraźny znak, że nawet najokrutniejsze siły tego świata nie są w stanie przezwyciężyć miłości Chrystusa. Ci, którzy go zabili, być może, jak oprawca na Kalwarii, myśleli, że uciszyli wiarę, zniszczyli ziarno Ewangelii i Kościół w tym regionie. Byli jednak w wielkim błędzie, podobnie jak mylili się arcykapłani, oprawcy, żołnierze i tłumy, które po krwawej uczcie z Kalwarii zstąpiły do swoich domów. Ich radosna pieśń zwycięstwa nie trwała długo. Trzeciego dnia Chrystus zmartwychwstał. Ukazał się najpierw pobożnym niewiastom, a następnie uczniom i Matce Bożej w Wieczerniku. Wieść o Jego zmartwychwstaniu rozeszła się po Jerozolimie aż po krańce ziemi i po wsze czasy. Stała się fundamentem naszej wiary i rękojmią zmartwychwstania i życia wiecznego dla wszystkich tych, którzy wyznają wiarę w Jezusa Chrystusa, torturowanych, ukrzyżowanych i pochowanych pod Poncjuszem Piłatem. Lecz Chrystus, który przez swoją śmierć zwyciężył śmierć, który zmartwychwstał trzeciego dnia i zasiadł po prawicy Ojca niebieskiego, i którego Królestwo nie jest ograniczone do przestrzeni i czasu, dla których nie ma końca; którego dziedzicami będą wszyscy, którzy wyznają wiarę w żywego Boga-człowieka.
I tak jak Chrystus ukazał się Matce Boskiej, pobożnym kobietom i apostołom trzeciego dnia, tak z czasem powstały te fundamenty kościoła, w którym nasz Zmarły złożył tak wiele bezkrwawych ofiar Chrystusa – św. Jana Pawła II. Odprawiał Msze św., przy których łączył swoją krew z odkupieńczą krwią Chrystusa.
W głębokiej wierzę, że oko Boże nie zapomni ani jednej łzy, ani jednego cierpienia zniesionego w imię wierności i miłości do Chrystusa. Żyjemy nadzieją, że dobry Bóg nagrodził swojego wiernego sługę kapłana Antoniego życiem wiecznym i że nie potrwa długo, zanim ujrzymy go wywyższonego na ołtarzu i zaliczonego w poczet błogosławionych Kościoła Chrystusowego. Bo nasz brat, sługa Boży, kapłan Antoni ze swoim wiernym życiem kapłańskim i dobrowolną ofiarą wstąpił do niezniszczalnego Kościoła, zaliczył się do kandydatów świętych męczenników Kościoła Chrystusowego. I, jak wszyscy wiemy, nie jest jedyny. Dlatego chciałbym widzieć Ducha Świętego w tej Mszy Świętej. Msza św. na ołtarzu Chrystusa, aby złożyć ofiarę Jego współbraci kapłanów, świadków wiary z czasów II wojny światowej i wojny ojczyźnianej, ofiary tak wielu zakonników i zakonnic oddanych Chrystusowi, matek i ojców Machabeuszy, niewinnych dzieci, sierot, tak wielu ofiar wszystkich wojen i ludzkiej nieprawości, nieznanych ludziom, ale wypisanych na dłoni Bożej. Na tym samym ołtarzu Chrystusa składamy również ofiary z niewinnych członków innych narodów i religii, modląc się żarliwie, aby cała ta przelana krew nie poszła na marne; aby ten nasz kraj i cały świat rozkwitał pokojem, miłością i sprawiedliwością, nowym życiem i powołaniami duchowymi, których wzorem będzie świadectwo wiary kapłana Antoniego.
Dlatego ten dzień jest nie tylko dniem upamiętnienia, podziwu i dziękczynienia Bogu za to, że wzniósł tak świetlaną postać z naszego ludu i w naszym Kościele. To jest dzień, który wzywa nas do naśladowania; abyśmy w codziennym życiu byli odważni, mieli czyste sumienie, byli wierni prawdzie, jak ksiądz Antoni. Jest on bowiem żywym przykładem kapłańskiej wierności, cichej odwagi i całkowitego oddania.
Zakończmy to słowo modlitwą: Ojcze Niebieski, tak umiłowałeś człowieka, że posłałeś swojego Syna, aby doświadczył przekleństwa kary za grzech, srogie męki i śmierć za nas. Tak bardzo nas kochałeś. Dziękuję za tę ogromną miłość. Spraw, aby nasze życie, podobnie jak życie Twojego sługi Antoniego, było życiem miłości do Ciebie i Twoich bliźnich. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
